Menu

Generacja konsol

2 marca 2018 - Gry
Generacja konsol

Ostatnio natknąłem się na grupę osób uznających panującą obecnie generację konsol za… beznadziejną. Ma skromna osoba – wielce takim poglądem zdziwiona – postanowiła napisać ten oto felieton. Chciałbym wszystkim pokazać, dlaczego siódme już pokolenie maszynek do grania jest – pozwólmy sobie na takie słowo – niesamowite.

Zacznijmy może od rzeczy powszechnie uznawanej przez graczy hardcore’owych za złą. Skierowanie rynku w stronę casuali prowadzi do uproszczenia także gier dla bardziej wymagającego odbiorcy. Prawie dwuletnie już Wii sprzedaje się chyba tak dobrze, jak podczas premiery, a różne Wii Fity nie chcą opuścić pierwszej piątki najlepiej sprzedających się gier nawet na miesiąc. Jeszcze kilka lat temu narzekaliśmy, że gry wideo są uznawane za rozrywkę dla dzieci (bądź też samo zło, jeśli kogokolwiek zastrzelono, wyrzucono z samochodu itp.) Teraz – gdy czterdziestoletnia pani gdzieś w Ameryce zacnie odbija wszystkie piłki w Wii Tennis – gracze łapią się za głowy. Ale przecież tego chcieliśmy, czyż nie?

Jasne, rozwój casual gamingu doprowadził do uproszczenia wielu pozycji, ale bądźmy świadomi tego, ile nam dał. Gdyby gry wideo dalej były rozrywką niszową nigdy nie zostałyby uznane za pełnoprawną formę przekazu, podawania przesłań a nawet rozrywki. Pozostałyby w cieniu literatury, filmów, muzyki. A tak, może za kilkadziesiąt (-naście? Kilka?!) lat na liście Stu Najważniejszych Dokonań w Sztuce magazynu Times pojawi się Shadow of the Colossus, Ico czy Okami? Może ktoś dostrzeże przesłanie Metal Gear Solid 2 i zostanie ono omówione na lekcji polskiego?

Kolejna cecha obecnej generacji, która jeszcze nie była tak popularna w czasach PS2, GC i Xboksa – online. Pierwsze dziecko Microsoftu miało bardzo dobrą usługę sieciową, ale porównanie jej z dzisiejszym Livem czy PSN nie ma sensu. Spójrzmy chociażby na ilość osób posiadających na nich konta. Jeszcze ważniejsze są możliwości, które dał nam rozwój Internetu w konsolach. Tytuły takie jak LittleBigPlanet, Banjo-Kazooie: Nuts & Bolts i nadchodzące ModNation Racers (a także, w pewnym stopniu, Halo 3) pokazują graczy, którzy w kreowaniu często prześcigają samych twórców gier. Nie muszę Wam chyba przypominać o sławnym kalkulatorze stworzonym przy wykorzystaniu narzędzi z dzieła MediaMolecule? Ponadto, sami ludzie odpowiedzialni za MałąWielkąPlanetę kiedyś zapowiadali oferty pracy dla najbardziej utalentowanych autorów poziomów. Czy spełnili te obietnice – nie wiem. Ale sama idea o czymś świadczy.

I właśnie takich gier, spod szyldu „play, create, share” będzie coraz więcej, bo to część przyszłości rynku. YouTube podbił świat, kolejne PCSy (nowy trzyliterowy skrót oznaczający nazwę tego „gatunku”, hehe) podbiją gaming. O czym niech świadczy to, że „Racers” wygląda na podtytuł „ModNation”… ModNation Fighter, Shooter, Strategist? Czemu nie!

Co więcej, usługi sieciowe w konsolach obecnej generacji – mimo, że są rozwiązaniem nowoczesnym – pomogły powrócić do oldschoolu. W Xbox Live Arcade i PlayStation Store znajdziemy mnóstwo mniejszych, tańszych gier, skutecznie reanimujących dawne idee.

Już zaczynaliśmy mówić o śmierci chodzonych beat ‘em upów i scrollowanych shooterów, a tu proszę: wkracza dystrybucja sieciowa, w sprzedaży pomijająca pośredników. Digital distribution uratowała gatunki gier znajdujące się na skraju wymarcia, ale też stałą się idealną okazją dla niezależnych twórców, nieposiadających ogromnych budżetów, ale zaopatrzonych w genialne pomysły. Braid – połączenie platformówki i gry logicznej opierającej się na manipulacji czasem ze świetną oprawą graficzną – już został uznany za pozycję kultową. Nawet największe serwisy internetowe i czasopisma wybrały go na jedną z gier roku 2008! A przecież przygody pociesznego ludka w garniturku to dzieło jednej, szalenie zdolnej osoby. Czy Jonathan Blow mógłby na nim zarobić gdyby nie XBLA? Wątpię.

Widzicie już pole strony zarezerwowane dla komentarzy czytelników, a puenty jak nie było, tak nie ma. Może Was zawiodę, ale zakończenie ujrzycie dopiero w następnym Sądzącym Kradzieju. Do przeczytania i – u licha – CIESZCIE SIĘ grami!