Menu

Dyskusje o społeczności internetowej

28 lutego 2018 - Felietony
Dyskusje o społeczności internetowej

Nieco lepiej wypadają „społeczności internetowe” w zakresie wspólnych zainteresowań, poglądów i celów. W zasadzie to one sprawiają, że dana grupa w ogóle zostaje zawiązana. Ideowo, fora służą poszerzaniu własnych horyzontów i samodoskonaleniu się w wybranej przez użytkowników dziedzinie. Ba, dość często nawet im się to udaje. Ale czy dopełnienie jednego elementu składowego pozwala na uprawomocnienie całego twierdzenia? Czy na tej podstawie można uznać, że gromada ludzi skupionych wokół jakiegoś forum jest społecznością? Moim zdaniem nie. To trochę tak jakby mówić, że pies to też wilk.

Wszystko pięknie i ładnie, ale tylko do chwili, kiedy nie weźmiemy pod lupę gildii i klanów gier sieciowych. Tu pojawia się jeszcze jeden czynnik, który należy rozważyć, mianowicie przynależność do grupy nazywanej graczami. Ba, jak się uprzeć można nawet doszukać się dla jej członków wspólnych korzeni i schematu rozwoju. I cała teza mówiąca, że użytkownicy sieci nie tworzą społeczności, nagle bierze w łeb. No chyba, że obudujemy to założeniem, iż jest to wyjątek potwierdzający regułę. Ale jeżeli jestem w stanie znaleźć wspólny mianownik dla graczy, to może w innych wypadkach też on istnieje, tylko ja go nie dostrzegam?

Wątpliwości jednak znikają, kiedy człowiek patrzy na portale masowe. Gdzie i owszem, fora podzielone są tematycznie, jednak społeczność w zamyśle mają tworzyć wszyscy użytkownicy. Znajdziemy tam i Kowalskiego, rolnika z Robertówki jak i Prezesa Kowalskiego zarządzającego międzynarodową spółką. Najmłodsi użytkownicy będą mieli po 12-13 lat, a najstarsi gdzieś koło 70. Łączy ich tylko jedno – dostęp do Internetu.

W efekcie przeciętne masowe forum przypomina grecką agorę i londyński Hyde Park skrzyżowane ze sobą. Każdy ma prawo wygłosić swoją opinię, niezależnie od tego jak wielkim jest oszołomem, a że nie jest ona zupełnie związana z tematem dyskusji to nie mówcy problem. Że go nazwą trollem, a co to szkodzi, najwyżej zbluzga kogoś, a że może to doprowadzić kogoś do załamania nerwowego, psu, to nie on będzie płacił za terapeutę. Przecież w mordę od nikogo nie dostanie. Taka postawa nie jest, niestety, rzadkością.

Strony: 1 2